WARIACJE
ŚLIWKOWE
Pod
koniec sierpnia, gdy kończy się lato,
darami
ogrodu obdarza nas za to.
Kiedy
do szkoły już wszystko gotowe,
mama
zaczyna wariacje śliwkowe.
Ładne
są nawet kolory śliwkowe:
zielone
renklody jak lody miętowe,
fiolet
węgierek jak oberżyna,
a
mirabelki żółte jak cytryna.
Czy
jednak byłby ktoś w stanie to znieść,
gdyby
miał codziennie „śliwkowe coś” jeść?
Mama
jest głucha na dziatek wołanie
i
mamy w domu… śliwek panowanie.
W
kuchni królują więc dania śliwkowe,
Bo
śliwki - podobno - smaczne i zdrowe.
Witamin
niezbędnych nam dostarczają
i
przy tym także o urodę dbają.
I
tak, na śniadanie zamiast jajeczniczki
z
sosem śliwkowym jemy naleśniczki.
A
w miejsce bułeczek z szyneczką drobiową
wcinamy
kanapki z nutellą śliwkową.
Na
obiad grzybowa i kotlet w panierce?
Byłoby
pięknie, ach pęknie mi serce.
Dziś
do wyboru są pyzy lub knedle.
Z
czym? To pytanie naprawdę jest zbędne.
Chcieliśmy
mamę, powiedzmy, omamić,
że
białka domaga się nasz organizm.
Mama
i na to znalazła odpowiedź:
schab
ze śliwkami będzie białko mieć!
Jeżeli
ktoś miał na deser nadzieję,
marzenia
jego szybciutko rozwieję.
Śliwkowy
piernik i śliwkowa tarta,
najlepsze
ponoć dania ala karta.
Jedyne,
co nam to przetrwać pozwoli,
szklaneczka
schłodzonej git coca-coli.
Lecz
do popicia dziś wybór niewielki -
Kompot
z renklody i sok z mirabelki.
A
ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
Robaczek
Tuwima poszedł był do miasta.
I
choć różnymi chadzamy ścieżkami,
na
jabłka i śliwki jesteśmy skazani!